sobota, 26 grudnia 2009

Tiwi or not tiwi?

Słyszę różne głosy, ja jednak lubię. Uniknęłam skutecznie oglądania świątecznych hitów (tych samych od 20 lat), znaczy to ja panuję, wszystko więc w normie. Właściwie jedyny element, z którym się przepycham to reklamy. One się pojawiają zawsze niespodziewanie. Choć i to można przewidzieć: zazwyczaj najmniej odpowiedni moment.

Ale jest taka reklama (te wszystkie wątroby, wzdęcia i nietrzymanie to małe miki), która robi na mnie piorunujące wrażenie, ponieważ obnaża bezlitośnie mroczną stronę mojej duszy. Kto widział japońską wersję The Ring będzie wiedział, co czuję. Otóż ten moment, kiedy upiór dziewczynki wyłazi ze studni, podpełza do widza aż na sam skraj telewizora, po czym (łaaaa!!!!) przełazi przez ekran (to jakby nasz chomiczek otworzył nagle straszną paszczę ociekającą kwasem! rewelacja w dziedzinie straszenia) to jest to! Tyle, że z drugiej strony.

Gdy na ekranie pojawia się blondasek w sweterku w romby (nie mam pojęcia, co reklamuje bo furia przesłania mi wtedy rozum) i zaczyna swoją kwestię: Ty, ty ty... - wkurzającym, zgrzytliwym tonem ciotki-klotki, która targa za poliś najświeższe niemowlę w rodzinie, ja rzucam się jak oszalała do pilota. Ale tak naprawdę, mam ochotę zanurzyć dłoń w telewizorze, wywlec stamtąd upierdliwca, rozerwać mu gardło, przegryźć tętnicę i wydłubać oczy. Strach pomyśleć, do czego byłabym zdolna, gdybym spotkała tego chłopaka na ulicy.
Ale muszę przyznać, że ciśnienie podnosi bardzo skutecznie.
Rodzino! Nadjeżdżam! I oby obiad nie składał się z pięciu dań :)

25 komentarzy:

  1. Tiwi nie działa na mnie źle, bo posiadam pilota i jestem w stanie zmienić sobie kanał na taki, który lubię. Czasem jednak leżę rozwleczona jak Maja /ta od Goi/ na kanapie i przerzucam sobie kanały, ot tak pour la hec a wtedy w moje biedne oczy wciskają się najdziwniejsze na świecie makabreski. Ponieważ makabrę lubię, więc zastygam na godzinę w niemym uwielbieniu dla głupoty, kiczu i debilizmu. Moimi ostatnimi odkryciami są:
    1. Miejsce pierwsze: Who Wants to Be a Superhero? - paru dziwnych ludzi w trykotach, zamkniętych w domu Big Brothera.W grze nadal zostali :The Dyfuser, Hygena, Mr. Mitzwah. Ale ten ostatni ma kiepskie szanse bo inni superbohaterowie lekko się na niego boczą - eliminacja jak nic.
    2.Miłość w rytmie rocka - Dwadzieścia kobiet walczy o miano narzeczonej Breta Michaelsa, wokalisty Poison. Dziewczyny muszą udowodnić, że nadają się do rockowego życia. Ta z nich, która poradzi sobie najlepiej z natrętnymi fankami i dotrzyma kroku Bretowi - wygra.W skrócie- Bret śpi z każdą po kolei, udając że najbardziej zalezy mu na walorach intelektalnych dziewczyny i jej gorącym sercu.- rechot......
    No...to walnęłam wpis - Magenta nie zlinczuj mnie czasem ale mnie jakoś poniosło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeee, raczej obejrzę to co polecasz :))
    Jeszcze tylko rzęsa i idę, ech... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze polazłam obejrzeć Breta.
    Do tego programu to się chyba zgłosiło 20 ślepych i zdesperowanych panien?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapomniałam powiedzieć "Baw się dobrze i SMACZNEGO"!

    OdpowiedzUsuń
  5. http://en.wikipedia.org/wiki/Rock_of_Love_with_Bret_Michaels

    To wyjaśnia wszystko - już wiem czemu te panny tak się tam pchają. Zamiast Breta mógłby być Smok Wawelski - wzięcie miałby takie samo. Teraz czekają na 4 edycję, taki wybredny ten Bret.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest chyba rzeczywiście mało znaczącym elementem :)
    NIe mam przekonania, czy właśnie w ten sposób powinno się dążyć do... popularności?

    OdpowiedzUsuń
  7. o rany, nie zdawałam sobie sprawy, że komuś tak reklamy mogą przeszkadzać... hm... muszę se parę obejrzeć :0)
    my to kanał dziecięcy oglądamy..hi..hi..ha..ha, także z krecikami i elmo jestem za pan brat! a hoj!

    OdpowiedzUsuń
  8. o, a ja nie kojarzę blondaska w sweterku w romby. ale to dlatego, że mało tiwi było w te świeta, a jak już był, to siedzieliśmy tyłem:) dziś rodzinnie (20 osób!) idziemy na "Avatara".
    Moja siostra wyśmiewając się z rockowego szoł, podzieliła sarkastycznie laski tam występujące na dwa obozy: zdziry i porządne zdziry :))))

    OdpowiedzUsuń
  9. I ten prawiczek kolejnej edycji :)))
    Avatar koniecznie, jeszcze nie byłam, ale z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam tylko 2 programy, a i to pilot jest w robocie...
    Nikt nie może zrozumieć, że jest jeszcze na świecie kobieta, która jest normalna (chyba), a nie ma komórki, samochodu i tylko 2 programy, jak za komuny.
    Marzynia jest imię jej.
    P.S. Żęciu, co to jest "poliś"?

    OdpowiedzUsuń
  11. Policzek, Marzyniu :))
    Taki paskudny zwyczaj mi się przypomniał: targania dzidziusia za policzek (całkiem zdrobniale - poliś :)
    A kiedyś to jeszcze był jeden obrzydliwy zwyczaj: troskliwa mama, ciocia wyjmowała z kieszeni chusteczkę (taką z materiału) śliniła ją i wycierała umorusane oblicze dzieciaka :)
    Ostatnio o ile wiem, ten haniebny czyn został udokomentowany w Rodzinie Adamsów.

    OdpowiedzUsuń
  12. A to prawie tak smakuje jak soczysty buziak, prosto w usta, podchmielonego wujcia. Z tego powodu cieszyłam się, że dorosłam i mogłam uciec.
    Mamarzyniu - jesteś szczyńściorz, szczyńściorz, szczyńściorz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pieprzu, wiem, tyś ze Ślunska jezd!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. A z tym polisiem to mogłam sie skapczyć...
    Dla całkiem małych dzieci jest jeszcze bonus w postaci upadnietego, oblizanego i wetknietego w dziuba smoczka. Najlepiej w trakcie palenia cygara przez mamę.
    Widziałam jeszcze coś na własne oczy, ino sie wohom, jak tyn baca, czy wam napisać...p

    OdpowiedzUsuń
  15. Se siedzisz na kamieni kupie, a my mamy chodzić wkoło i całować w czoło? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nooo...
    Jak mieszkałam w Bieszczadach, to widziałam, jak jedna kobita żuła mięso, wypluwała na łyżeczkę i siup niemowlakowi do buzi!
    A człowiek paprał te tareczka, wiórkował królicze mięso, walczył z młynkiem do kawy mamy (bo słowa blender to nawet nie słyszał...)

    OdpowiedzUsuń
  17. Alyś walnyła Marzyniu, jam jest tylko z województwa śląskiego, ale absolutnie nie ze ŚLąska. To jakby Słowaka Czechem nazwać albo Szkota Anglikiem- "zaniebycie" ślązokiem to nieroz w pysk dostałam w młodych latach swych.

    Pisz...))) lubię makabrę.

    OdpowiedzUsuń
  18. No to czytej, Pieprzu, czytej...

    OdpowiedzUsuń
  19. Aaaa, jużeś przeczytoł!
    P.S. Gwara pogórzańska, jezdem w tym dobro...

    OdpowiedzUsuń
  20. Riplej: "jezdem w ni dobro", tak powiedział!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Mmm... górami zapachniało. A w mojej gwarze to tak leci "Bułak na świntach z niebiatami i zmęczonak nieco jezdym, bo charowołak, a łociec na kanapie leżoł."

    OdpowiedzUsuń
  22. haha...patrz jaka fajna literówka, choć ja bym raczej "pieklaty"niż "niebiaty" wolała użyć. Riebiatami - rzecz jasna, riebiatami w capkach ! A tak naprawdę to już niewiele z niej zostało, chlip, chlip - moja babcia to nieźle gwarą rzucała, ale urodziła się w 1901.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń