wtorek, 1 czerwca 2010

Nie spodziewałam się, że zobaczę

coś takiego w tym czasie i tej przestrzeni. Tymczasem, pewnie pracownicy zieleni miejskiej, zrobili mi fantastyczną niespodziankę. Posprzątawszy pięknie świeżo skoszoną trawę, ustawili na moim ulubionym placu przecudnej urody strachy na wróble!
Nie byłabym bardziej zaskoczona, gdybym zobaczyła lądujące UFO z głośnym komunikatem: Przybywamy w pokoju!

Pejzaże w miastach zajęły reklamy. Czasem zasłaniają całe połacie budynków wręcz dzielnic. Przyzwyczailiśmy się już do takich widoków, choć nie wiem czy to dobrze. Pewnie zwykły mechanizm przystosowawczy. Może dlatego ucieszyłam się jak dziecko na widok strachów.
Kurczę jak niesamowita jest przepaść między prostymi, pięknymi "przedmiotami", a taką na przykład paszczęką zajmującą pół budynku pod pretekstem reklamowania pasty.

Strachy utwierdziły mnie w przekonaniu, że wcale nie musimy się zgadzać na tzw postęp rezygnując z piękna. Tylko jak przekonać o tym UFO, które wbrew komunikatom wcale nie przybywa w pokoju?

17 komentarzy:

  1. Oby ten Strach był na tyle strszny, żeby odstraszyć tych, którzy mogą mieć ochotę go zniszczyć... :) bo jesli coś tak sobie stoi i ma ładnie wyglądać... to często jest wielu chętnych aby temu przeszkodzić...

    OdpowiedzUsuń
  2. przesympatyczne te Strachy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwierzę wcześniej w UFO niż brak reklam na budynkach, na wszystkim.
    Dlaczego podróżując po Prowansji, Belgii, Edynburgu etc. się z tym badziewem nie spotykam?
    pozdrawiam
    p.s. Strachy cudne i nie straszne - oby takich więcej

    OdpowiedzUsuń
  4. Żyjemy po Amerykańsku. W Ameryce reklamy na wszystkim to codzienność. Europa potrafi się cenić, a zwłaszcza cenić swoje zabytki. Tak mi się przynajmniej wydaje. Strachy to rewelacyjny pomysł, ale faktycznie się trochę o nie obawiam... W moim mieście przez krótki czas na podobnym skwerze stały żubry (no, niestety była to reklama wiadomego produktu), ale i tak wyglądało to pociesznie. Przez jakieś trzy dni, bo potem musiano je usunąć. Panowie żule się nimi za bardzo interesowali ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mnie się to ;))) A dżinsy to długo taki strach będzie miał ? Aaaaaaa one mają nogawkę jedną .......... słusznie . Trzeba zapobiegać pokusom zdjęcia spodni strachom ;))))) UFO nie przybywa w pokoju ? A mi mówili , że chcą pokoju i miłości we wszechświecie . To chyba jakieś miss-ki kosmiczne były ;))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Komunikat strachów brzmi dla mnie jednoznacznie.." wara od swieżej zieleni", albo " zatańcz ze mną jeszcze tylko raz"..;) Masz niebanalny sposób przedstawiania szarej rzeczywistości. Mnie sie podoba, dlatego zdobywasz we mnie nowego obserwatora..tadam!..zabrzmiało nieco nieskromnie ;)
    post scriptum:
    chyba masz podobne do mnie, takie fajne, poczucie humoru;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany, hehe

    Strachy na Lachy mi się przypomniały :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Eh miastowe, miastowe, z gupot się cieszom a psich kupuw z trawnika to nima komu posprzątać, o!

    OdpowiedzUsuń
  9. jakie stylowe! :) ja bym im jeszcze podusie w brzuszki wsadziła, bo chętnie bym je przytuliła :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pomysłowe ozdoby trawnikowe :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne urozmaicenie krajobrazu :). Takie przypomnienie - skąd się wywodzimy (ja już na reklamy patrzeć nie mogę:( )

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna dekoracja trawnika, czasami aż trudno uwierzyć, że jeszcze ktoś ma czelność wpaść na tak prosty ale za to radosny i uśmiechający pomysł :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Kreatywność pracowników zieleni miejskiej mile widziana:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Te strachy to niestety nie dzieło pracowników zieleni miejskiej, lecz akcja domu kultury (http://ochotanawolnyczas.blogspot.com/2010/04/od-ziarna-do-zarna-czyli-dozynki-na.html). Ma uzmysłowić dzieciom (i nam) ile wysiłku wymaga upieczenie chleba. 10 kwietnia sialiśmy na Placu Narutowicza zboże (byłam tam z moimi dziećmi ;-), teraz w maju miała być siana kukurydza i stawiane strachy. Często tamtędy przechodzę i już powoli się przyzwyczajam do takiego miłego towarzystwa. pozdrawiam. aneta

    OdpowiedzUsuń