czwartek, 4 sierpnia 2011

Kiedy byłam w takim wieku, że lato

oznaczało wakacje, to czas wlókł się niemiłosiernie. Zwłaszcza, jak się chciało zacząć robić różne rzeczy od lat osiemnastu.
Teraz zasuwa jak jaki głupi i trudno za nim nadążyć. A ja się jeszcze wcale nie wlokę. Najwyraźniej teoria względności dotyczy nie tylko palca, ale czasu również.

6 komentarzy:

  1. Lato = wakacje. Leżę, siedzę, drapię się po głowie, coś ugotuję, poszwendam się z psami, odwiedzę i przyjmę i nie wiem GDZIE JEST LIPIEC???
    Ja się pytam GDZIE? Jeszcze półtora miesiąca nic nie robienia i założę się, że jutro będzie październik!

    OdpowiedzUsuń
  2. najśmieszniejsze jest to, że nawet w moim zapadłym Lesiowie, gdzie doba trwa 50 godzin, czas zaczął pomykać jak oszalały rumak!

    OdpowiedzUsuń
  3. bo to już moje panie Z GÓRKI!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. dla mnie czas mógłby stanąć, serio:)

    OdpowiedzUsuń
  5. zapierdziela nie zasuwa...

    OdpowiedzUsuń