piątek, 27 maja 2011

Proza kobieca, proza męska

Jeden z moich ulubionych tematów niezwykle poważnych dywagacji, czyli świat kobiecy versus świat męski - choć lepiej do spółki - dostarczył mi znowu paszy.
Mam w rękach dwa teksty, które aż się proszą o konfrontację. Nie byłabym sobą, gdybym przepuściła taka okazję. Proszę bardzo, zobaczcie sami!

Wersja kobieca:
„François naprawdę kochał to coś bardzo głębokiego u tej dziewczyny, a raczej kobiety. Nie chodziło o to, że jest nieśmiertelna albo obdarzona specjalnymi mocami. Nie to sprawiało, że wydawała mu się tak ciekawa. Oczywiście uważał, że jest ładna, ale przede wszystkim chodziło o jej osobowość, tę mieszaninę kruchości i siły, która tak mu się w niej podobała. (...)” ( fragm. „Purpurowego cienia” Natashy Beaulieu)

contra wersja męska: klikamy śmiało

16 komentarzy:

  1. Jest bardzo niewielki odsetek kobiet i mężczyzn, którzy powinny upubliczniać efekty swego słowotoku...
    Tylko, ci, którzy powinni się wydawać, często zbyt kiepsko się sprzedają :(((

    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko... Go i Rado Barłowscy... cóż to za pesymistyczne słowa?? Czyli, że większa część blogerów powinna była przestać klikać na amen?


    P.S. Ewo P. :) dlaczego w Twoich palcach brzmi to tak prosto i łatwo :) i całkowicie racjonalnie... w moich myślach natychmiast pojawia milion za i przeciw i znowu za i kolejne milion przeciw ;) ależ masz się dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobno z pisarstwa żyje w Polsce tylko Joanna Chmielewska. No cóż łaska czytelników na pstrym koniu jeździ :) Nie jest łatwo pisarzom. Tym z prawdziwego zdarzenia też nie.

    Mi, brzmi prosto, bo tak ma brzmieć ;) Oczywiście, że tak w ogóle miewam wątpliwości na przeróżne tematy, ale nauczyłam się, że wieczne rozterki niczego nie pchają do przodu. Zwyczajnie dobrze jest podjąć decyzję i wiedzieć, czego się trzymać :) Niekoniecznie będąc walcem drogowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewo_choć ja nie znoszę gdy do mnie zwraca się Iwono (tak to "a" na końcu:(
    dziękuję CI za jedno zdanie, które mnie w mym stanie (rym przypadkowy) na dobre myślenie dziś pokierowało! Tak masz rację, rozterki niczego nie pchają do przodu.

    Zaś co do Chmielewskiej, którą wspominasz, to czuję zadziwienie. Nie mnie oceniać pisarzy, mogę tylko jako ewentualny czytelnik powiedzieć - tak czytam, nie, nie czytam - to drugie w przypadku pani J.Ch.
    Nie znam się na czarach wydawniczych, ale prawdą jest, że na rynku polskim jest wielu pisarzy, którzy nie wiedzieć dlaczego dobrze się sprzedają i wielu, których prawie nikt nie czyta, a warto by było!
    Na tematy damsko męskie dziś pomilczę. Faceci zdecydowanie niewieścieją. W najgorszym tego słowa znaczeniu ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadza się, rynek wydawniczo-czytelniczy kieruje się w Polsce dziwnymi prawami, które od dawna usiłuję - bezskutecznie - zrozumieć, więc postanowiłam je zignorować i kierować się własnym gustem i rozumem. W końcu to kryterium równie dobre, jak każde inne a przynajmniej to, co robię, robię z pełnym przekonaniem.

    Nasuwa mi się dość koszmarna refleksja, że być może czytelników, którzy uparcie szukają tych ciekawszych pozycji na rynku jest jeszcze mniej niż to głoszą ponure statystyki. A jeśli do tego uświadomimy sobie, że w dużych nakładach sprzedają się (podobno) memuary celebrytek...

    Być może sukces pani Chmielewskie wynika ze stażu pracy, nie mam pojęcia, ale wyczytałam gdzieś, że prawie jako jedyna utrzymuje się z pisania książek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytuje meska i kobieca; niektorzy (Maz Minius na przyklad) twierdza nawet, ze czytuje "za duzo"! Ze na bezludna wyspe zabralabym regal z ksiazkami itd.
    Proza meska i kobieca..., hmmm, pieknie sie roznia i pieknie wsspolistnieja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja na chwilkę jeszcze.
    Plotka kiedyś do mnie dotarła, że Pani Maria J. profesor skądinąd, ma ogromny wpływ na druk:) literatury kobiecej - ?
    Zaś co do Pani Chmielewskiej, Jej książki sprzed lat do pozycji o Lesiu, były w mojej skromnej opinii lekką dobrze wymyśloną lekturą na wakacje.
    Być może to one wciąż robią karierę?

    Nie wiem, co teraz jest cool i trendy. Olga T? To ja znów w tzw tylcu jestem - bo nie podoba mi się. O!

    OdpowiedzUsuń
  8. Sądzę, że pani Maria może mieć wpływ, ale tylko na molochy, stare wydawnictwa "państwowe", na prywatne na pewno nie :) W literaturze kobiecej, może Beatta wiedziałaby więcej. Do mnie takie plotki nie dotarły, ale też ja zdecydowanie wolę "męską" literaturę nawet pisaną przez kobiety. Też nie wiem, co trendy, w dodatku jestem dość oporna na trendy snując spiskowe teorie, że a nuż a widelec chcą mi coś wcisnąć? :))
    Osobiście czytam grozę, kryminał i popularno naukowe z zakresu astrofizyki, moja wielka słabość ;)
    Grozę lubię ja za to, że jej autorzy jak nikt wgryzają się w ciemne zakamarki ludzkiej duszy i umysłu. Tak naprawdę to groza jest bardzo szerokim pojęciem i może powinnam używać terminu, który moim zdaniem lepiej oddaje sedno tej grozy, którą najbardziej cenię - to thriller psychologiczny, z akcentem na psychologiczny. Grozę zapewnia sam pokręcony umysł ludzki :) Dobrzy autorzy są mistrzami w dłubaniu w mózgach i emocjach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rożnica jest, ale szczerze mówić lepiej mi się czyta męską wersję :D

    OdpowiedzUsuń
  10. słyszałem kiedyś o wspomnianej powyżej Chmielewskiej, że pisze "jak chłop"... pojęcia nie mam /:))/, co o tej opinii sądzić...
    natomiast w temacie kwestii damsko-męskich /tych najbliższych, cielesnych/ to wolę czytać kobitki... może to jest tak, że z męskiego punktu widzenia to mam to już ocykane do spodu i poznanie kobiecego wydaje mi się bardziej twórcze?...
    pojęcia nie mam :)))))...

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja muszę przyznać, że nie rozróżniam. Jestem wyjątkowym niechlujem książkowym, który łyka książki na sucho i nawet autorem nie popije. W większości przypadków - nie pamiętam kto to napisał - grunt, że jest i da się zjeść.
    Uwielbiam grozę zmieszaną z makabrą, truposze tematy,ciarki na plecach, kryminalne historie owiane skandynawskim wichrem, łypanie okiem za kanapę i na boki w trakcie czytania ale na to wszystko mam na przepitkę Sue Townsand, dziabnę zębem Musierowicz i nadszarpnę kłem Siesicką. Wrzucę w środek Marię Janion, jakieś naukowe cegiełki, które przeczytac muszę i mam pełne korytko - a czy to było ying czy yang nie ma znaczenia.
    W trakcie pisania przyszło mi do głowy, że z prozą bardzo męską kojarzy mi się Tom Sharpe - mięsiście, seksistowsko i prześmiewczo - palce lizać. /ach która kobieta potrafiła by tak cudownie opisać nadzianie się gołym wackiem na krzak róży i próby zaplastrowania w/w narządu w pomroce alkoholowej, a następnie upiorny poranek po...nie mam wacka ale czułam jakbym miała/

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ogarniam tego, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ech, faceci to mają przygody...
    Jestem pełna wiary, że kobieta też by potrafiła. Na pewno sobie przypomnę stosowny kawałek i wtedy się podzielę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Po przeczytaniu stwierdzam , że gdybym była pisarką to pewnie wszyscy braliby mnie za pisarza ściemniającego , że ma na imię Natalia ;))))))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ewo P ;) a Sapkowski? :D o ile żyje w Polsce... bo nie wiem ;p


    P.S. Ewo P ;) jesteś Echem mojego Rozumu! A niech to... nawet na Dzień Dziecka? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pewne jest tylko to , że gdyby nie różnice w widzeniu to pewnie pomarlibyśmy z nudów :):):) Swoją drogą do tej pory nie zwracałam uwagi na te różnice i po prostu czytałam to co mnie zafascynowało , zaciekawiło :):):)

    OdpowiedzUsuń